ostatnia

photo

Temat: Wda - na spokojne, wakacyjne pływanie ?
Wda to popularna trasa
W sezonie dużo rozkrzyczanych i rozweselonych (patrz Krzysztof) grup
często osób po raz pierwszy na spływie
Osobiście jak spotykam taką chałastrę zatrzymóję się aby przeczekać....
Zależy czy będziesz wypożyczał czy własne pływadło
Odradzam szklane kajaki z PTTK Wdzydze
Trasa zaczyna się z Lipusza.polecam zatrzymać się 2 dni w PTTK Wdzydze
na północ dwa przepływowe rynnowe jeziora ,rzeczka Trzebiocha (transport z PTTK),zjeść dobry obiad przy skansenie....
Spływy kończą się w Tleniu bo dalej woda stojąca ,ale polecam
jest też parę dopływów gdzie spływy nie zaglądają,kanał Wdy,Niechwaszcz,kamienne Kręgi w Odrach.....
na początek mapa Borów Tucholskich aby mieć szerszą perspektywę...
Najwyższy czas zacząć rozmyślać

pozdrawia stały bywalec Borów..................kontakt na priwa
Źródło: kanu.fora.pl/a/a,72.html



Temat: Jezioro Wdzydzkie - czy ktoś tam nurkował?
Oczywiście, że słyszał
pod TYM adresem znajdziesz mapę jezior wdzydzkich. Jezioro wdzydze jest najwieksze z 4 i najgłębsze zarazem (na pewno ponad 50m, ale nie pamiętam ile dokładnie). Nie wiem czy są jakieś stałe bazy nurkowe, ale w miejscowości Lipa (zatoka na wschód od wyspy Ostrów Wielki) są często obozy nurkowe i tam też najczęściej się nurkuje. Z ciekawych rzeczy pod wodą jest ścianka i gdzieś głębiej głazy narzutowe. Z widocznością jak to w jeziorach, czyli przeciętnie ze wskazaniem na słabo o tej porze roku, ale nie byłem tam w tym sezonie, więc to są założenia
Źródło: forum-nuras.com/viewtopic.php?t=10389


Temat: Wdzydze - mapa batymetryczna
Witam ,Wdzydze to kompeks jezior ( 5 jezior + rzeka -Wda): Wielka Woda(Wdzydzkie) ,Jeleń,Radolne ,Gołuń, Słupinko.
Położone niedaleko Kościerzyny .Same jeziora są fantastycznie piękne, krajobrazy wyjątkowo urokliwe ,wyspy, zatoki, przesmyki( słychać że jestem zakochany w tych terenach nieprawdaż ).
Pod wodą nieco gorzej , nie znalazłem ścianek ( ale nie wykluczone że gdzieś są) co prawda głęboczki do 68 metrów.
Dno niezbyt ciekawe, na głębokość można schodzić po "nachyleniu" dna. Mało linii brzegowej "z trzcinami" .
Latem termoklina ok 8 metrów- powyżej widoczność z regułu bardzo marna ( nie nowina ? )poniżej znacznie się poprawia ,na dnie liczne okonie i chyba miętusy, czasem można zobaczyć w toni duże ławice (sieja i sielawa).
Mam mapę baty. ale przesłanie jej chyba na priv .
pzdr.
Źródło: forum-nuras.com/viewtopic.php?t=5067


Temat: Scianka na Wdzydzach

Jak tylko mapka zostanie zaakceptowana przez moderatora to pojawi się ona obok zdjęć ze �cianki.

myślę że lepiej wrzucimy mapkę tutaj zamiast do albumu

Tytuł zdjęcia: mapa jeziora wdzydze z zaznaczonymi ściankami
Wysłał: Aniołek



pozdrawiam:
ol_marcino
Źródło: forum-nuras.com/viewtopic.php?t=1707


Temat: Survi
Na Kaszuby jeżdze od ponad 20 lat co wakacje. Od małego umiem się poruszać bez żadnych map, oznaczeń po wielu lasach na ziemi kaszubskiej. Od małego też widze co się dzieje z tymi lasami. Jak są niszczone, karczowane, jak banda "młodzieży" przyjechała na obóz i zostawia po sobie tony papieru, butelek, niszczy drzewa, bo chce zrobić sobie ognisko w środku lasu.
Nie uwierze, że lasy są czyste. Nawet wycinka drzew zostawia po sobie ogromne ślady ingerencji człowieka nie mówiąc już o tym, że ściółka jest wtedy tak przeorana, że widać piasek. Wody w Krainie Siedmiu Jezior to już zwykłe śmierdzące bajoro.
Wdzydze są jednymi z najczystszych części natury, ale ingerencja człowieka jest i to widać. Ale dlaczego? No włąśnie bo jest parkiem Krajobrazowym. Inaczej się ludzie zachowują jak mają napis park a inaczej jak jest to las bez oznaczeń.
Np. w takim Kistowie ( albo Jasieniu - zależy z której strony jedziesz/idziesz) są tereny "ostoi zwierzyny" i tak pisze jak wół, że są żmije i tam ludzie jednak pilnują się, ale jak byłam tamtej jesieni, to myślałam, że pozabijam - ściółka leśna poorana, ogromne ślady kół samochodów po "ścieżkach dla leśniczego" a w okolicach tych dróg butelki z piwem. Troche przed ostoją zwierzyny była wycinka drzew. Przerzedzili straszliwie pół lasu. Ludzie przyjechali kraść drzewo. Myślisz, że zastanawiali się nad tym, że właśnie depczą mrowisko?
O tych wszystkich zwierzętach o których pisze mam pojęcie i są one wszędzie tam, gdzie człowiek jeszcze zostawia im troche miejsca.
Źródło: tir.yum.pl/forum/viewtopic.php?t=2085


Temat: Wakacje
Byłem tam pięć lat temu w sierpniu. Wyspy tak zasrane i zaśmiecone, że nie ma gdzie rozbić namiotu. W końcu rozpaliliśmy ognisko przy jachcie i na nim spaliśmy. Niestety, za dużo ludzi, za wiele łódek. To samo na Mazurach: trzy lata temu żeglowałem na Mamrach. W czasie dobrej pogody naliczyliśmy ponad dwieście żagli. Już się wyleczyłem.

Wolę morza. Jak mnie najdzie znowu ochota na polskie jezioro, to chyba tylko Wdzydze, bo mam tam sporo znajomych. No i Warszawiaków prawie jak na receptę.... ;-D

Najmilej wspominam włóczęgi przez Włochy z żoną. Wracaliśmy z rejsu z Neapolu. Wziąłem wana z wymontowanymi wszystkimi tylnymi siedzeniami i przyciemnianymi szybami. Z tyłiu prowizoryczne łóżko. Bez nawigacji, z kiepską mapą. Spanie w samochodzie. Noclegi na parkingach dla tirów, tam też mycie i kąpiele. Wokół przepyszny środek października. Odbiliśmy z autostrady daleko za Rzymem.
Toskańska jesień po bezdrożach. Bez konkretnego celu, co dzień nowy plan po prostu palcem po mapie. Po wsiach i miasteczkach studenci już konserwowali nikomu nieznane kościoły założone jeszcze przez longobardzkich książąt. Wszystko zamknięte, co pachnie turystyką. Niewiarygodne uczucie, kiedy jakiś kościelny, zorientowawszy się, że jesteśmy turystami otworzył nam wielki, pusty kościół w kształcie rotundy i zostawił nas po prostu samych, mówiąc, byśmy zatrzasnęli drzwi, jak będziemy mieli dosyć. Pod rotundą druga wielka podziema kopuła, w środku jakiś pochowany papież w kryształowej trumnie. Cisza, "że słychać ruch myśli"
Wszyscy jeżdżą tam i marzą, by coś takiego przeżyć, mało komu się to udaje.
Jeszcze w Locarno żegnała nas gorąca włoska jesień. St. Gotharda przejechaliśmy górą. Tam przywitała nas prawdziwa jesień. Deszcz i zimno do samego domu...


Innym razem wracaliśmy w pięcioro z Sycylii samochodem. Za Neapolem skręciliśmy na Monte Cassino, bo ktoś tam jeszcze nie był. Na górę zajechaliśmy wieczorem po zmroku. Kompletna pustka, ani żywej duszy. Do cmentarza biegnie cyprysowa aleja, nad nami księżyc w pełni. Zwiedziliśmy cmentarz w kompletnej ciszy. Przed półjnocą ruszyliśmy w dalszą drogę.

Innym razem wdrapaliśmy się wieczorem na Wezuwiusz. Bramki już zamknięte, więc trzeba było przez płot. Na szczycie, wokół krateru niewiarygodna panorama. Neapolitańska zatoka, daleko w morzu światła Ischii i Capri, pod nami morze świateł. Trzymilionowe mrowisko Neapolu.

Te włóczęgi spowodowały, że poznaliśmy prawdziwe Włochy. To kraj o wielu twarzach. Nie tylko ładnych i miłych. Trzeba poruszać się z boku głównego nurtu, by poznać jego najpiękniejsze strony. W końcu postanowiliśmy tam zamieszkać. Rozpoczęliśmy systematyczną naukę języka i obserwację rynku nieruchomości. Przygotowaliśmy kasę. Trzeba było tylko podjąć trudną decyzję: gdzie? To wielki i różnorodny kraj. Wszędzie inni ludzie, niezliczone tradycje.

Potem przyszedł rak. I koniec planów na dłuższe wakacje. Ale Włochy pozostały najbardziej ulubionym celem. Miesiąc temu byliśmy w okolicych Brescii i Verony.

No, i to żarcie....
Źródło: forum-onkologiczne.com.pl/forum/viewtopic.php?t=1625


Temat: Wito - Moja pierwsza podróż kamperem
Odpalamy silnik. Mój "pilot" z mapą w ręku. Pojedziemy teraz w nieznane, w nową trasę. Pilot będzie musiał się wykazać. Kierujemy się na Mikoszewo. Wisła w tym miejscu szeroka i wezbrana niczym Amazonka. Prom jeszcze nieczynny. Szkoda, że nie pobudowano tu jeszcze mostu. Ułatwiłby zdecydowanie komunikację z Trójmiastem.
Kierujemy się na południe. Przekraczamy Wisłę i jedziemy dalej w kierunku Kościerzyny. Wybieramy drogi mniej uczęszczane aby lepiej poznać klimat tych okolic. Kaszuby są piękne, nawet wczesną wiosną. Teren jest pagórkowaty i uroczy widokowo. Spokojna, bez pośpiechu jazda, sprawia nam dużą przyjemność. W kamperze siedzi się wysoko i jest doskonała widoczność. W kabinie jest jednak trochę za głośno. To sprawka silnika 2,5 D z 91roku. Ponoć niektórzy wyciszają te auta własnym sposobem. Niewiele o tym wiem i chyba przyjdzie nam przyzwyczaić się do tego hałasu. Pewnie z wiekiem zaczniemy głuchnąć i problem sam zniknie.
Ruszając w drogę w Stegnie włączyłem lodówkę na prąd. Nie miałem pojęcia, że rozładuje to akumulatory prawie do zera.
Kościerzyna okazała się być całkiem sympatycznym miasteczkiem. Charakterystyczny kwadratowy rynek zabudowany jest stylowymi, odrestaurowanymi kamieniczkami. Zwiedzamy rynek, dwa zabytkowe kościoły i wracamy z powrotem do kampera. Gotujemy wodę, kawka z ciastem, i ruszamy w dalszą drogę ku Wdzydzom Kiszewskim.
Za Kościerzyną pojawia się las i liczne jeziora. Teren staje się bardziej pofałdowany. Podłoże głównie piaszczyste i żwirowe. Niewiele może tu urosnąć. Rolniczo są to tereny ubogie. Po drodze zauważamy dużo nieużytków. Lasy także ubogie i stosunkowo młode, najwyżej po kilkadziesiąt lat. Runo leśne słabo rozwinięte, ograniczone głównie do mchów. Podszytu w ogóle brak. Zlewnia Jeziora Wdzydzkiego jest uboga w sole mineralne, stąd jezioro pozostaje nadal oligotrofem- potocznie mówiąc zbiornikiem mało żyznym. To dlatego żyje tu unikalna troć jeziorowa.
Przed Wdzydzami droga biegnie przez piękne, zalesione pagórki i wąwozy. Mijamy jakąś zorganizowaną grupę młodych cyklistów. Następnie, już we wsi po lewej, pojawia się skansen budownictwa ludowego. Będziemy zwiedzali go jutro. Na razie trzeba znaleźć miejsce na postój.
Na samym cyplu znajduje się przystań wodna i kemping PTTK. Oczywiście jeszcze zamknięte. Droga biegnie prawie nad wodą. Dalej kolejna przystań wodna, plaża, a po prawej hotel o wdzięcznej nazwie "Niedźwiadek". Znajdujemy miejsce na poboczu drogi, po prawej ograniczone słupkami betonowymi. Pobocze jest szerokie. W sezonie stanowi parking dla niedzielnych turystów korzystających z uroków jeziora.
Tym razem zaparkowaliśmy tam my i pozostaliśmy do następnego dnia, czyli do lanego poniedziałku, do wieczora.
Wyłączyłem silnik i raptem zrobiło się bardzo cicho. Kontrolki świeciły bardo słabo. Sprawdziłem stan akumulatorów. Były, o zgrozo, prawie całkowicie wyczerpane. To chyba przez lodówkę-pomyślałem. Szybko wyłączyłem lodówkę i uruchomiłem silnik, póki gorący. Cisza zniknęła, a ja przez pół godziny ładowałem akumulatory. Cóż, niewiedza kosztuje. Zbliżało się południe. Słoneczko zaczęło przypiekać. Postanowiliśmy wyjąć stolik, krzesełka i pierwszy raz posiedzieć przy kamperze rozkoszując się słońcem, pięknym widokiem jeziora i lenistwem.
Źródło: camperteam.pl/forum/viewtopic.php?t=6891